O człowieku, który stanął na głowie. Po prostu niezwykli #1

Maja Sieńkowska - Listopad 18, 2015

Jak możesz pomagać, jeśli nie jesteś milionerem

Maja Sieńkowska - Listopad 18, 2015

Co zyskałam dzięki kursowi mindfulness?

Maja Sieńkowska - Listopad 18, 2015

Ponad dwa miesiące temu na Facebooku wspomniałam, że zdecydowałam się wziąć udział w kursie mindfulness (dokładnie: Mindfulness Based Stress Reduction). W Polsce tłumaczy się mindfuless jako uważność lub pełnię obecności. Guru mindfulness, Jon Kabat-Zinn, mówi, że jest to szczególny rodzaj uwagi: świadomej, nieosądzającej i skierowanej na bieżącą chwilę. Zdecydowałam się na kurs po przeczytaniu wywiadu z Zuzanną Ziomecką, nauczycielką MBSR. To było w lipcu tego roku. Sobota, ponad 30 stopni, Warszawa skąpana w słońcu. W tamtym czasie czułam, że czegoś mi brak, że mimo wielu aktywności, gdzieś zagubiłam siebie. Czułam, że nie żyję pełnią życia i oddaliłam się od siebie. Mimo świadomości tego, co się dzieje, wiedzy psychologicznej, analitycznego umysłu, nie potrafiłam znaleźć rozwiązania. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam mocniejsze bicie serca właśnie podczas lektury wspomnianego wywiadu. Intuicja podpowiedziała mi, że to jest to. Chcę pójść na ten kurs. Chcę nauczyć się czuć i być. Chcę dostrzegać i widzieć. Po dwóch miesiącach od tamtego dnia trafiłam na pierwsze z ośmiu zajęć. Tych pierwszych nie wspominam dobrze. Medytacja sprawiała mi dyskomfort psychiczny i ból fizyczny. Jednak cieszę się, że jestem uparta i gotowa na podejmowanie wielu prób. Nie zrezygnowałam. Dziś przez ponad 3o minut potrafię być niewzruszoną górą, która mimo bólu kręgosłupa trwa.

Ale MBSR to nie tylko medytacja. To rozmowy o sprawach istotnych. O tym, co przeszkadza nam żyć naprawdę, o tym, jak myślami i interpretacjami zakłócamy sobie odbiór świata i utrudniamy komunikację z innymi. W ciągu 2 miesięcy dowiedziałam się o sobie tego, czego brakowało mi do całości układanki. Zdobyłam nowe spojrzenie i wiele zyskałam.

UMIEJĘTNOŚĆ PANOWANIA NAD ODRUCHAMI CIAŁA

Podczas pierwszej medytacji – body scanu – która polega na tym, by poczuć każdą część naszego ciała, od dużego palca prawej nogi, przez brzuch, zęby, aż po cebulki włosów, męczyłam się niemiłosiernie. Narastała irytacja, złość i zmęczenie. Tak było za każdym kolejnym razem, bo trzeba było ćwiczyć codziennie. Byłam przerażona tym, że mój umysł i moje ciało nie potrafi wytrzymać 30 minut. Były momenty, w których sądziłam, że to jednak nie dla mnie, że się pomyliłam. Nie zrezygnowałam. Dziś potrafię nie reagować na sygnały z ciała: swędzenie, drapanie, ból. Okazuje się, że bez reakcji odchodzą.

ŚWIADOMOŚĆ, ŻE NIE JEST SWOIMI EMOCJAMI I SWOIMI MYŚLAMI

Mamy wręcz automatyczną tendencję do utożsamiania się z myślami i emocjami. Wydaje nam się, że skoro je mamy i czujemy, to właśnie one nas definiują. Niewyobrażalną wręcz ulgę przynosi uświadomienie sobie, że ja to ja, a to jest na przykład złość albo lęk. Widzę go, wiem, że jest, ale ja nie jestem nim. Tak potraktowany odchodzi. Sprawdziłam to, gdy nieoczekiwanie okazało się, po miesiącu pracy w nowej firmie będę musiała sama pójść na spotkanie z klientem. Lęk odszedł i zostałam tylko ja.

MOCNIEJSZE POCZUCIE BYCIA CZĘŚCIĄ ŚWIATA

Jednym z elementów ćwiczenia uważności było zwracanie uwagi na świat podczas różnych czynności w ciągu dnia. W drodze do pracy patrzyłam w niebo. W autobusie przyglądałam się współpasażerom. Jedząc posiłek, skupiałam się na smaku. Jechałam uważnie windą. Spacerowałam z uwagą, czując się częścią parku. Mówiłam „dzień dobry” bliskim, patrząc im w oczy. Przytulałam się, czując ciepło drugiej osoby. Głaskałam koty, czując gładkość sierści.

Dzięki uważności poczułam, że jestem częścią większej całości. Zrozumiałam, że wszystko zasługuje na uwagę.

UMIEJĘTNOŚĆ BYCIA PRZY SOBIE

Dzięki temu, że skupiałam się na odczuwaniu całego ciała, uważnym poruszaniu się, śledzeniu oddechu, słyszeniu ciszy i dźwięków bez nazywania ich oraz uświadamianiu sobie myśli i uczuć, bardzo mocno poczułam, że jestem. Niby wiemy, że jesteśmy, ale czy czujemy?

W ramach kursu jest dzień uważności. Mój trwał 6 godzin. W 10 osobowej grupie medytowałam, przygotowywałam i jadłam posiłek, kolorowałam, spacerowałam. To wszystko bez ani jednego wypowiedzianego słowa. Obecność innych dawała niesamowite wzmocnienie i poczucie bliskości, a cisza pozwalała wsłuchać się siebie i odbierać wszystko uważnie. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. 6 godzin. Bez słów.

ZROZUMIENIE, ŻE NIE POTRAFIĘ SŁUCHAĆ

Zdałam sobie sprawę, że mimo wielkich chęci, wciąż nie potrafię być słuchaniem. Podczas wypowiedzi drugiej osoby analizuję, układam w głowie odpowiedź, przerywam, zadaję pytania w trakcie, często zmieniając kierunek rozmowy, nie mogę się doczekać, aż druga osoba skończy, by powiedzieć swoje. Z boku wydaje się, że to dialog, ale czy rzeczywiście? Często po rozmowie czułam zmęczenie, bywało, że miałam poczucie winy i pewnego rodzaju poczucie niespełnienia. Teraz wiem, że to wynikało z tego, że często rozmowa to walka o uwagę, o to, kto ma rację, kto będzie miał ostatnie słowo. Podczas kursu przez 5 minut bez przerwy i bez jakiejkolwiek reakcji z mojej strony słuchałam drugiego człowieka. To, co się działo w mojej głowie i to, jakie miałam odruchy, uświadomiło mi, że nieumiejętność poświęcenia całkowitej uwagi innej osobie, to coś, co utrudnia nam wszystkim komunikację. Słyszymy, co chcemy. Interpretujemy po swojemu.

PRZYZWOLENIE SOBIE NA ROBIENIE JEDNEJ RZECZY NA RAZ

Swego czasu bardzo cenioną cechą była podzielność uwagi. Szczycą się nią głównie kobiety. Podzielność uwagi miała pozwalać na robienie kilku rzeczy jednocześnie, dzięki czemu mogliśmy działać bardziej efektywnie i oszczędzać więcej czasu. Jak się okazuje, to wcale tak nie jest, a robienie kilku rzeczy jednocześnie, może w pewnym momencie prowadzić do zmęczenia, a rezultaty naszej pracy będą gorsze od rezultatów osób, które wykonują jedną rzecz.

Mając tę wiedzę, nadal nie mogłam sobie pozwolić na to, że będę tylko zmywać albo tylko biegać. Do każdej z tych czynności dokładałam słuchanie aubiobooka, słuchanie muzyki lub oglądanie filmów na You Tube. Wydawało mi się, że dzięki temu zyskam. Zrobię więcej w krótszym czasie. Mimo wszystko wciąż czułam brak. Wydawało mi się, że i tak nic nie zrobiłam, a już trzeba iść spać.  Podczas kursu uczyłam się skupiać na jednej czynności i być w niej uważną. Dziś tylko zmywam, tylko jem, tylko biegam (jeśli mnie kolano nie boli 😉 ), tylko czytam, tylko rozmawiam. Dzięki uważności mam świadomość tego, na co przeznaczyłam czas, czuję spełnienie oraz mam poczucie, że wycisnęłam wszystko, co się dało z bieżącej chwili. Tylko tyle, a sens życia staje się bardziej widoczny.

POCZUCIE WDZIĘCZNOŚCI

Uważność nauczyła mnie bycia świadomą bieżącej chwili, więc więcej widzę, więcej słyszę i więcej czuję. Wydaje mi się, jakbym przebudziła się z zimowego snu i zobaczyła, że świat jest piękny, bo go widzę. Zauważam spadający listek, czuję powiew wiatru, mam świadomość, że stawiam kroki. To wszystko mnie wzrusza i sprawia, że czuję wdzięczność.

Zapisanie się na kurs mindfulness to była moja najlepsza decyzja w ostatnich latach. Czuję wdzięczność za to, że trafiłam na wywiad z Zuzą i że zaufałam swojej intuicji. Ten dwumiesięczny kurs to dopiero początek mojej przygody. Chcę rozwijać i wzmacniać swoją uważność. A kto wie, być może za jakiś czas sama będę mogła zostać nauczycielką mindfulness.

Jeśli ktoś jest zainteresowany pogłębieniem wiedzy lub samym kursem, wszelkie informacje są na stronie POLIM.

Jeśli ktoś z was myśli, że nie dałby rady, ja też tak myślałam. Dziś myślę o kursie nauczycielskim.

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi!

  • nigdy nie słyszałam o czymś takim. robienie 100 rzeczy na raz to niestety moja wada – pewnie dlatego wygląda to jak wygląda.
    zerknę na ich stronę. dziękuję 🙂

    • Ja też mam takie zapędy, ale większą satysfakcję czuję z jednej rzeczy zrobione dobrze niż z kilku niedokończonych. Ciągle się uczę i obserwuję, by minimalizować przyczyny niezadowolenia. 🙂

  • brzmi bardzo ciekawie. też czasem tak mam, że robię kilka rzeczy na raz.

    • Jeśli tylko dobrze się z tym czujesz, to chyba nie ma co na siłę się zmieniać. Chyba, że wywołuje to jakiś dyskomfort, wtedy warto się przyjrzeć zjawisku. 🙂

  • Katja Buczko

    Dzięki za ten tekst. Przypomniałas mi jak pięknie jest czuć się częścią całości wszechświata (jakkolwiek by to nie brzmialo). Po swoim kursie medytacji rok temu w Tajlandii z czasem zaprzestałam i oddaliłam się. I czułam brak, którego nie potrafiłam nazwać.

    A tu takie przypomnienie. To jak powrót do domu.

    • Mam nadzieję, że zostaniesz w tym domu na dłużej.

      Ja dziś właśnie miałam pierwsze weekendowe zajęcia z rocznego kursu uważności, więc poczułam wszystko intensywniej.

    • A co to za kurs w Tajlandii?