5 mitów dotyczących medytacji

Maja Sieńkowska - Styczeń 30, 2017

Wszystko, co powinieneś wiedzieć o kotach, jeśli myślisz o adopcji

Maja Sieńkowska - Styczeń 30, 2017

15 codziennych sytuacji, w których możesz być uważny

Maja Sieńkowska - Styczeń 30, 2017

Dużo teraz pisze się o uważności, byciu tu i teraz. Czasami mam wrażenie, że pojawienie się tych pojęć w mainstreamie obdarło je z sedna. Wiemy, że warto żyć tu i teraz, ale nie wiemy, co to tak naprawdę znaczy i jak takie życie powinno wyglądać. I choć medytacja bardzo pomaga żyć uważniej, to wierzę, że nie każdy musi praktykować, by starać się być bardziej obecnym. Świetną okazją do ćwiczenia uważności są codzienne sytuacje, które zazwyczaj wykonujemy automatycznie, bez zastanowienia. Podejrzewam, że życie większości z nas w dużej mierze składa się z takich właśnie rutynowych, może nudnych czy nielubianych czynności.

Jakiś czas temu miałam wrażenie, że moje dni mijają, a ja nie mam pojęcia kiedy. Wstawałam i kładłam się spać. Wieczorem wydawało mi się, że nic sensownego czy produktywnego nie zrobiłam. I tak dzień za dniem. Właściwie nie można się temu dziwić. Trudno jest pamiętać, co robiło się danego dnia, jeśli podczas wykonywania różnych czynności myśli zajęte są analizowaniem, wyobrażaniem, zamartwianiem. Nasze ciało jest w teraźniejszości, ale myśli wędrują po przeszłości, analizując to, co było lub po przyszłości, kreując wyobrażenia tego, co dopiero będzie. W rezultacie myśli i my nie spotykamy się w tej samej chwili. Stąd poczucie, że cały dzień przeminął nawet nie wiadomo kiedy.

Gdy zaczęłam medytować, postanowiłam wprowadzić do swojej codzienności więcej uważności. Prozaiczne sprawy, którymi wypełnione są dni, nabierają większego sensu, gdy robimy je świadomie. Zebrałam je i sporządziłam listę nudnych, zwykłych czynności, podczas wykonywania których można ćwiczyć bycie tu i teraz:

1. Mycie naczyń

To jest chyba pierwsza czynność, którą postanowiłam robić uważnie. Pamiętam, że starałam się skupiać na każdym kubku, talerzu, a nawet tłustej patelni. Czułam temperaturę i dotyk wody z kranu, strukturę i elastyczność gąbki do naczyń. Każdy przedmiot odkładałam na suszarkę z zabawnym rodzajem satysfakcji.

2. Głaskanie kota (ewentualnie psa 😉 )

Jedna z moich najbardziej ulubionych czynności. To bardzo przyjemne nie robić nic innego, tylko głaskać kota. Czuć temperaturę jego ciała, gładkość sierści i jednocześnie wsłuchiwać się w kojący dźwięk mruczenia.

3. Stawianie kroków

Codziennie stawiamy tysiące kroków. Chodzenie przyjmujemy za pewnik i nie zwracamy uwagi na moment odrywania stopy od podłoża, stawiania kroku i ponownym postawieniu stopy. Medytacje chodzone nauczyły mnie zauważać, że stawiam kroki.

4. Czytanie książki

Ten punkt zupełnie przeczy wszelkim zasadom dotyczącym szybkiego czytania czy przeczytania 52 książek rocznie. Raz na jakiś czas staram się czytać uważnie. Czasem jest to jedna strona, czasem jeden rozdział. Celowo czytam powoli. Po każdej kropce na końcu zdania robię kilkusekundową przerwę, podczas której słowa układają się we mnie. Dzięki temu mają szansę lepiej wybrzmieć, a książka mocniej zapisuje się w pamięci.

5. Słuchanie muzyki 

Przyznaję, nie znam się na muzyce. Zazwyczaj towarzyszy mi ona jako tło przy innych zajęciach. Nie wsłuchuję się w słowa i dźwięki. Nawet nie jestem w stanie podać ulubionej piosenki. Jednak od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem, by włączyć wybrany utwór i wysłuchać go uważnie z zamkniętymi oczami, nie robiąc nic poza tym. Tylko chłonąć dźwięki. Zanim zrealizowałam postanowienie, miałam okazję słuchać przez godzinę muzyki podczas odosobnienia w ciszy. Niesamowite doznanie.

6. Jedzenie posiłku

Często jemy w pośpiechu, nie zwracając uwagi na celebrację posiłku. Warto jednak czasem usiąść wygodnie przy stole bez telefonu czy komputera w pobliżu. Jeść niewielkimi kęsami, skupiając się na smaku, rozpoznając z jakich produktów zrobiona jest potrawa. A po posiłku dać sobie kilka chwil, by poczuć przyjemne uczucie napełnienia.

7. Oglądanie zdjęć na Instagramie

Jakiś czas temu złapałam się na tym, że bardzo automatycznie przeglądam zdjęcia na Instagramie. Myślę, że mój kciuk mógłby wygrać jakiś konkurs szybkości scrollowania. Nie zwracałam uwagi na podpisy czy komentarze innych. Obserwuję bardzo dużo profili, więc chciałam obejrzeć jak najwięcej zdjęć. W rezultacie klikałam dziesiątki serduszek, nie poświęcając więcej niż pół sekundy na przyjrzenie się zdjęciu. Postanowiłam, że będę przeglądać mniej fotografii, ale uważniej. Okazało się, że przyjemność jest znacznie większa.

8. Rozwieszanie prania 

Czystość i zapach świeżości to coś, czym lubiłam się napawać jeszcze przed praktykowaniem uważności. Rytuał prania kojarzy mi się z ciepłym domem i bezpieczeństwem. Każdą rzecz przed powieszeniem lekko strzepuję, rozwieszam równo na linkach suszarki, tak dysponując miejscem, by nie zmarnował się ani centymetr. Na koniec patrzę na wypełnioną praniem suszarkę jak na małe dzieło sztuki.

9. Mycie zębów

Mam taki problem, że lubię mieć czyste zęby, ale nie cierpię samej czynności szczotkowania. Wyobraźcie sobie, jak się męczę przez całe życie 2-3 razy dziennie! Kiedy pierwszy raz postanowiłam uważnie umyć zęby, obserwowałam, czemu nie lubię tej czynności. Otóż, sądzę, że jest okropnie nudna! Uważność okazała się pomocna, bo kiedy mam umysł zajęty tym, co akurat robię, nie odczuwam nudy, a „ustawowe” 3 minuty nie są już wiecznością.

10. Słuchanie drugiej osoby

Kiedy ostatnio próbowałeś słuchać drugiej osoby tak naprawdę? Z uwagą, bez przerywania, dopytywania i, co najważniejsze, bez myślenia o tym, co zaraz jej odpowiesz. Sednem słuchania drugiego człowieka jest danie przestrzeni, w której może on wyrazić siebie, opowiedzieć o swoich uczuciach, o swojej historii. Warto po opowieści pozwolić wybrzmieć ciszy i dopiero zadawać pytania czy przedstawiać swój punkt widzenia. Takie podejście zmieniło wiele moich relacji na lepsze i wzmocniło więź z bliskimi ludźmi.

11. Picie kawy lub herbaty

Nie mam dzieci, a wciąż doskwiera mi syndrom „zimnej kawy”. Piję ją mimochodem, czasem o niej zapominam i znajduję samotną w zimnym kubku między 16:05 a 16:13. Wtedy już nie mam na nią ochoty, wymieniam więc ją na nową. I historia się powtarza. Dlatego coraz częściej dbam o to, by usiąść w spokoju i wypić chociaż połowę kubka. Wziąć łyk napoju, poczuć jego smak, przełknąć, ciesząc się ciepłem rozchodzącym się po ciele i dać się temu łykowi rozgościć . Zrobić przerwę i brać kolejne łyki. Podczas takiego rytuału kawa i herbata smakuje bardziej niż zwykle.

12. Patrzenie przez okno

Zastanawiałam się kiedyś, co mogę zrobić inaczej niż zwykle zaraz po wstaniu z łóżka. Wymyśliłam, że zamiast iść od razu do łazienki, mogę przez kilka chwil popatrzeć przez okno. Zobaczyć, jak wygląda świat i jaki kolor ma niebo. Nasycić się widokiem poranka i dopiero zacząć dzień.

13. Powiedzenie „dzień dobry”

Mówię „dzień dobry” sąsiadom lub ludziom, których gdzieś regularnie mijam, bo kiedyś stwierdziłam, że lepiej mówić niż nie mówić. Jednak zaczęło mi przeszkadzać, że za tym powitaniem nic dalej nie idzie. Ot, automatycznie wypowiedziane słowa. Dlatego staram się, mówiąc „dzień dobry”, uśmiechnąć się, spojrzeć życzliwie na osobę, którą witam. Jeśli jest na to przestrzeń, powiedzieć coś więcej, o coś zapytać. „Dzień dobry” wypowiedziane z uwagą jest o wiele lepsze niż to rzucone z automatu. Obu stronom może uczynić dzień dobrym.

14. Droga do pracy

Do pracy mam dość daleko. W zależności od okoliczności 1h-1,5h. W tym czasie można przeczytać mnóstwo stron książki, przeprowadzić rozmowę przez Messenger, przeczytać posty na blogu, przespać się, odpisać na e-maile. Produktywne wykorzystanie czasu? Pewnie trochę tak. Ale gdyby tak spróbować część drogi do pracy po prostu być w drodze do pracy? Rozejrzeć się po twarzach współpasażerów? Może do któregoś z nich się uśmiechać? Może zauważyć starszą osobę, której trudno jest stać? A może popatrzeć przez okno na mijane budynki? Zauważyć, że coś się zmieniło, że świeci słońce lub pada deszcz?

15. Gotowanie obiadu

Wcześniej pisałam o jedzeniu posiłku, ale równie ważne jest jego przygotowanie. Gotowanie zajmuje sporo czasu, nawet jeśli gotuje się dania jednogarnkowe. Dlatego warto pamiętać, czemu gotujemy obiad zamiast jeść mrożoną pizzę. Uważne gotowanie, krojenie składników, przyprawianie, mieszanie, próbowanie może być szalenie przyjemne. Zapachy, które unoszą się na kolejnych etapach przygotowywania potrawy i tworzenie smacznego, pełnowartościowego dania z takim podejściem sprawia wiele przyjemności.

 

Od kiedy staram się więcej rzeczy robić uważne, coraz rzadziej mam poczucie straconego czasu. Bycie tu i teraz w przyziemnych sprawach ułatwia pamiętanie, co robiłam w ciągu dnia i, co było dla mnie bardzo zaskakujące, wzmacnia poczucie sensu. Wystarczy wybrać sobie choć jedną małą rzecz i starać się ją robić z uwagą. Obserwować, jak się z tym czujemy, co jest inaczej, jak reagujemy. Każdego dnia można próbować czegoś innego. Może po jakimś czasie dołożyć drugą? Oczywiście, że często uważniej oznacza wolniej. Przyznam jednak, że od kiedy staram się robić różne rzeczy uważniej, mam poczucie, że robię więcej.

A jak jest u Was? Staracie się w takich zwykłych czynnościach odnajdować radość, a może nawet sens?

 

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi!

  • Co jakiś czas łapię się na tym, że niektóre czynności robię z automatu. Np. w drodze do pracy (idę piechotą jakieś 25 minut) zauważam, że nagle jestem w zupełnie innym miejscu i kompletnie nie potrafię sobie przypomnieć fragmentu trasy, który właśnie przeszłam – to mnie trochę przeraża. I takich momentów jest całkiem sporo w trakcie dnia. Kiedy to zauważę, staram się zrobić cokolwiek, żeby „zahaczyć” się w teraźniejszości – sprawdzam twardość długopisu, wdycham głęboko powietrze obserwując jego temperaturę i prędkość, z jaką wypełnia płuca, piję kawę lub wodę – tak jak napisałaś – wczuwając się w smak i temperaturę. W domu rzeczywiście bardziej jestem „tu i teraz”, bo nie ciąży na mnie presja wykonania określonych czynności (jak np. w pracy) i mogę wykonywać wszystko wolniej, wypełniając swój mały rytuał.

    • Super, że znalazłaś pewnego rodzaju „kotwice”, które pomagają Ci znaleźć się znów w rzeczywistości. Bardzo cenna umiejętność 🙂

  • Bardzo wartościowy wpis. Dzisiaj chyba wszyscy łapiemy się na tym, że wiele czynności wykonujemy z automatu, w ogóle się nad nimi nie zastanawiając. Skorzystam z pewnością z Twoich rad i spróbuję je wykonywać bardziej uważnie. To może być też dobre ćwiczenie na koncentrację i pozbycie się natłoku myśli, a także wyciszenie i praktykę wdzięczności.

    • Cieszę się, że uznałaś mój wpis za wartościowy <3 Trzymam kciuki za praktykowanie uważności na co dzień 🙂

  • Fajne pomysły. Bardzo prawdziwe. Z uważnością tak jest, że jej praktykowanie tak naprawdę wiąże się z mało spektakularnymi aktywnościami, chociaż wiele osób wyobraża sobie ze to musi być jakiś zachód słońca nad morzem, bo inaczej to bez sensu :)) Dla mnie to jest ćwiczenie w dostrzeganiu teraźniejszości, ale też uważność na siebie samego – swoje myśli, uczucia, potrzeby. Trzeba się swiadomie zatrzymać i zastanowić, żeby to wszystko zauważyć i jakoś zareagować. Uważność to dla mnie nie wszystko, ale dopiero pierwszy krok do pracy nad sobą. Bardzo ważny pierwszy krok.

    • Jeśli potraktować uważność jako etap drogi do celu np. rozwojowego, to faktycznie jest to pierwszy krok.
      Jeśli uważność nie ma służyć do niczego innego, jak tylko do tego, by być uważnym, to praktycznie na niej kończy się cała droga 🙂
      Fajnie, że zwróciłaś uwagę na aspekt uważności na siebie, to bardzo ważna rzecz i też planuję o niej napisać.

  • Ostatnio zainteresowałam się prowadzeniem świadomego życia. Zauważyłam, że niewiele pamiętam z ostatnich dni, a miesiące uciekają mi między palcami. Nie jestem uważna i muszę to ćwiczyć. W mycie nauczyć też to wplotłam – wreszcie nie mam śladów po herbacie na kubkach 🙂

    • Brak śladów po herbacie na kubkach jako efekt praktykowania uważności – piękne! <3

  • Maja <3 Idealny post, dziękuję!

  • Monika Fiszer

    noszę się z zamiarem bycia bardziej uważną od jakichś dwóch lat i ciągle mi nie wychodzi. Drażni mnie to, bo mam właśnie takie poczucie, że wszystko co robię, robię z myślą o zupełnie czym innym – zmywając, myślę o książce którą mogłabym czytać, a czytając moje myśli krążą wokół naczyń w zlewie, a jak już pozmywałam to myślę o tym, co mogłabym napisać na blogu, albo jeszcze o innej, za przeproszeniem, dupie przysłowiowej maryni. To nie jest łatwe bycie uważnym, trzeba się wysilić, ale wydaje mi się, że ten wysiłek się opłaci. Podejmuję kolejną próbę, mam nadzieję, że udaną.
    ściskam i dziękuję za motywację