Wszystko, co powinieneś wiedzieć o kotach, jeśli myślisz o adopcji

Maja Sieńkowska - Marzec 13, 2017

Co to znaczy, że prowadzimy dom tymczasowy dla kotów?

Maja Sieńkowska - Marzec 13, 2017

Znajomi nie mogą się już połapać w liczbie kotów w naszym mieszkaniu. Mylą im się historie i imiona. I za każdym razem, gdy się spotykamy, zadają to samo pytanie: „O co chodzi z tym domem tymczasowym dla kotów? Co to w ogóle znaczy?”. Postanowiłam więc napisać o tym wpis, by w odpowiedzi na postawione pytanie podsyłać im link 😉

Razem z Boomerem prowadzimy dom tymczasowy dla kotów i oznacza to, że:

1. Chcemy, aby koty, które szukają domów stałych mogły czekać na swoich ludzi w cieple, otoczone miłością i z miseczką pełną karmy.

2. Chcemy socjalizować koty, które nie mają pełnego zaufania do ludzi. Chcemy je oswajać, by miały szansę na dom. Wiecie, jak jest. Prawie nikt nie chce adoptować kota, którego nie można pogłaskać.

3. Chcemy ratować kocie biedy, które nie radzą sobie same i potrzebują opieki człowieka.

4. Wkładamy czas, serce i pieniądze w opiekę na kotami, którego potem oddajemy innym.

5. Codziennie wysłuchujemy, że mamy za duże wymagania adopcyjne, bo chcemy, aby przyszli opiekunowie zadbali o bezpieczeństwo kota i osiatkowali okna oraz balkon, a do tego sugerujemy dobrej jakości karmę mokrą, a suchą stanowczo odradzamy.

6. Spotykamy się z niezrozumieniem przypadkowych ludzi, jesteśmy osądzani, czasami wyśmiewani lub wyzywani, a nam chodzi tylko i wyłącznie o kota, którego oddajemy, jakby nie patrzeć, obcym ludziom.

7. W naszej łazience co chwilę mieszka jakiś kot, bo musi albo przejść proces socjalizacji z izolacją albo musi być odizolowany od naszych kotów (Batmana i Lucy), bo jest na coś chory. A mamy bardzo małą łazienkę.

8. Spędzamy na łazienkowej podłodze długie godziny, by odizolowanemu kotu nie było smutno.

9. Mamy więcej kuwet do sprzątnięcia i więcej brzuszków do napełnienia.

10. Każdą kolejną oznakę oswojenia czy pokazania zaufania przed tymczasowego kota traktujemy jak sukces wychowawczy i często przy tym się wzruszamy.

11. Zamiast imprezować czy prowadzić bujne życie towarzyskie wracamy do domu i ganiamy z wędką po mieszkaniu.

12. Na zmianę tracimy i odzyskujemy nadzieję, że uda nam się znaleźć fajny dom stały.

13. Frustrujemy się, że ludzie traktują koty jak przedmioty i mają wymagania kolorystyczne, wiekowe, płciowe, kiedy mamy przed sobą ufne oczy kota, który tych wymogów nie spełnia.

14. Obserwujemy jak kot zmienia się z wystraszonej kulki w pięknego, typowego kota, który staje się wybredny i nagle odmawia jedzenia wysoko mięsnej karmy pełnej składników odżywczych, bo tak.

15. Cieszymy się jakbyśmy wygrali los na loterii, gdy uda nam się znaleźć super ludzi dla naszych tymczasów.

16. Zawsze czujemy ból i smutek, że musimy się rozstać. Jednocześnie wiemy, że to szansa dla kolejnego kota, którego teraz nikt nie chce.

17. Pokazujemy na naszym fan page’u , jaki kot jest, jak się bawi, jak robi śmieszne rzeczy, jaki ma charakter. W kociarni czy pod śmietnikiem mało kto zobaczyłby w nim coś uroczego.

18. Spotykamy się z kpiącymi uśmieszkami, czasem jesteśmy brani za dziwaków, wysłuchujemy komentarzy, że lepiej byłoby zrobić sobie dziecko. Na szczęście są też osoby, które kibicują naszej działalności.

19. Nawet najsmutniejszy dzień kot jest w stanie naprawić. A jeśli mamy więcej niż jednego kota, to nasze dni są lepsze tyle razy, ile akurat mamy kotów w mieszkaniu.

20. Czasami padamy na twarz ze zmęczenia, ale nigdy nie zrezygnowalibyśmy z pomagania kotom. To wciąga.

Dajemy dom tymczasowy kotom z Fundacji Jokot lub innym potrzebującym kotom, które staną akurat na naszej drodze.

Jeśli macie pytania lub sami myślicie o zostanie domem tymczasowym, to śmiało, komentarze są do Waszej dyspozycji.

 

Autorką zdjęcia na samej górze jest Agnieszka Wanat. Pozostałe zdjęcia zrobiła Dorota Woźniczka.

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi!

  • Podziwiam! Wiem, ile to roboty bo sama mam 3 fretki w domu 🙂 Ja się zastanawiałam, czy nie boicie się, że niektóre koty zostaną z Wami na stałe bo nie będą mogły znaleźć domu i zrobi się Wam mega kociarnia w domu? My raz wzięliśmy pod opiekę fretkę – miało być na 2 miesiące bo właścicielka jechała za granicę do pracy. Okazało się, że nie wraca 😀 I fretek został. Ale już kolejnego fretka na przechowanie nie weźmiemy ze względu na to ryzyko właśnie.

    • Jakoś bardzo się nie boimy, może w myśl zasady, że każda potwora znajdzie swojego amatora. Bardzo aktywnie szukamy nowych domów, więc na razie się udaje. Znamy też swoje możliwości, musimy dbać o Batmana i Lucy, więc do przepełnienia nie doprowadzimy, bo to wtedy nikomu nie będzie służyło. 🙂

  • Ale świetny wpis! Niezmiennie Was podziwiam, bo ja bym nie mogła być domem tymczasowym, nie mogłabym oddać żadnego zwierzaka. To znaczy pewnie bym mogła (a raczej musiała), ale odchorowałabym to przez co najmniej miesiąc. Super, że jesteście <3

    • Czasem nie jest łatwo, ale na smutki pomagają kolejne koty do uratowania 😉
      Dziękujemy :*

    • Agnieszka, ja mam podobnie – bałabym się pokochania tych wszystkich kociaków i trudności, jakie niosą ze sobą rozstania z nimi. Ale tłumaczę sobie, że nie może być tak, że trudne uczucia, które się z tym wiążą niwelują szansę na szczęśliwy dom kociaków czy innych istot. Wiem, że choć jest to trudne, to jest możliwe poradzenie sobie z trudnymi uczuciami. We mnie kiełkuje myśl o założeniu pogotowia rodzinnego albo rodziny zastępczej i właśnie w tym kontekście tak to sobie tłumaczę. Pozdrawiam 🙂

  • Kasia Motyka Kocikowa Dolina

    Cudowny wpis. Już Was uwielbiam za to co robicie bo sama jestem miłośniczką kotów. Serdeczności.

  • Dudek Kamila

    Super wpis ale ja mam pytanie, czy dom tymczasowy wydaje do adopcji koty do domu z dziećmi? 😉 albo czy dom z dzieckiem mógłby zostać domem tymczasowym?

    • Kamila, to wszystko zależy od osób prowadzących dom tymczasowy czy fundację. Słyszałam, że niektórzy nie chcą wydawać kota tam, gdzie jest dziecko. Prawdopodobnie mają przykre doświadczenia. Często koty wracają z adopcji, bo dziecko ma alergię albo dlatego, że kot podrapał dziecko przy zabawie.
      Nie każdy kot nadaje się do domu, w którym jest dziecko. Z mojego doświadczenia wynika, że lepiej, aby to nie był mały kociak. Kot 2-5 lat ma już ukształtowany charakter i wiadomo, jak reaguje, co jest w stanie znieść. My akurat kota do domu z dzieckiem nie mamy, ale w Fundacji Jokot jest sporo takich kotów, które czekają na dom stały i mogą być wydane do domu z dziećmi. Przejrzyj sobie u nich na stronie: http://www.jokot.pl/koty-mlode-(1-3-lata),79.html
      Służę pomocą w razie czego, jakbyś miała jeszcze pytania 🙂

  • Kocham Was i ludzi Wam podobnych! Przywracacie wiarę w człowieka <3

  • Ada

    Jesteście absolutnie cudowni, kochani i podziwiam Waszą bardzo ciężką, ale wspaniałą pracę. Wdzięczność Waszych podopiecznych jest na pewno ogromna, nawet jeśli nie zawsze umieją ją okazać.

  • dla mnie jesteście niesamowici i podziwiam Was, naprawdę. Sama wiesz Maju ile razy miałam załamkę z Zuzią, ale rozumiem co to znaczy miłość do kota, bo sama kocham 🙂 To prawda, że każdy mały kroczek w oswajaniu wzrusza i raduje. Nie wiem jak można się wyśmiewać z chęci pomocy zwierzętom…

    • Dzięki, Agata, za słowa uznania <3 Czasem kocia miłość jest trudna, ale która miłość jest łatwa 😉 Zuzia jest stworzona dla Ciebie! 🙂

  • Miło się robi, jak się czyta ten wpis, aż się człowiek sam do siebie uśmiecha. 🙂 Znam domy, gdzie mieszkają dzieci i koty, więc jeśli chodzi o punkt 18, to nie widzę sprzeczności.

    • Oczywiście, że nie ma, uważam, że dla dzieci to jest dobre, jeśli wychowują się ze zwierzętami. Po prostu my na razie nie planujemy potomstwa, ale niektórzy myślą, że nie mamy dzieci, bo zajmujemy się kotami 😉

  • Ile razy chciałam zacząć robić DT dla kotów albo piesów… Ale znam siebie i wiem, że nie byłabym w stanie oddać później takiego zwierza, a niestety nie mam warunków do posiadania na stałe większej liczby zwierząt ponad moją Lo (chociaż tak bardzo bym chciała!). Kibicuję cały czas i cieszę się razem z Wami, kiedy kolejny kot znajduje dobry dom. :*

    • Dziękujemy! :*
      To fakt, trzeba trochę przeżywać przy rozstawaniu się, ale nie wyobrażam sobie nie pomagać tylko przez emocje. 😉

  • Ania

    Super, jesteście niesamowici życzę wielu domków stałych dla Waszych podopiecznych. Ja sama nigdy nie przepadałam za kotami zawsze wolałam psy, ale wszystko zmieniło się w zeszłym roku przypadek sprawił, że teraz mam kota w domu i już nie mogę sobie wyobrazić, że go nie mam 🙂 uwielbiam moją Tośkę. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Ania, ale super 🙂 Jesteś już którąś osobą z kolei, która zakochała się w kotach dopiero jak kot sam ją znalazł 😉

  • Pingback: LifeManagerka.pl | Mind the gap, czyli przegląd londyńskiego tygodnia ;)()

  • Jestescie wielcy! Sama mam kota i wiem jakie to kochane stworzenia (chociaż nie zawsze:)) i cieszę się, że są tacy ludzie, którzy bezinteresownie pomagają tym stworkom:)