Jak możesz pomagać, jeśli nie jesteś milionerem

Maja Sieńkowska - Czerwiec 10, 2016

Post dr Dąbrowskiej w moim wykonaniu, czyli jak mój organizm zmienił się na lepsze

Maja Sieńkowska - Czerwiec 10, 2016

Czasem wychodzisz na chwilę, a potem długo nie wracasz #1 ByćBezPośpiechu

Maja Sieńkowska - Czerwiec 10, 2016

NA POCZĄTKU BYŁA TRAGEDIA

Zaczęło się od tego, że mój telefon, na który wydałam więcej niż kosztuje zimowy płaszcz z wełny, nagle się wyłączył podczas oglądania zdjęć kotów na Instagramie. Wtedy powiedziałam do mojego chłopaka, że chyba bym się załamała, gdyby się kiedyś ten mój cudowny telefon zepsuł. Po czym wzięłam do ręki książkę „Dziennik uważności” i przeczytałam o tym, że warto pójść na spacer. Zaczęłam sobie wyobrażać, że spaceruję, jednak mój umysł przypomniał sobie, że mam problem z telefonem. Po godzinie nerwowych prób uruchomienia go na stałe, zrozumiałam, że właśnie teraz jest ten czas, w którym się powinnam załamać. Telefon włączał się do jakiegoś momentu, by po chwili zostawić mnie z czarną, niewzruszoną otchłanią. Zaczęłam więc czytać fora, na których różni mężczyźni tłumaczą rzeczy w taki sposób, by nikt ich nie zrozumiał. Napisałam ukrywający rozpacz post na Facebooku i czekałam na rady jak na zbawienie, pocieszając się, że to tylko bateria i jej wymiana nie będzie taka droga.

A POTEM WYSZŁAM Z DOMU

Mój chłopak wyszedł oglądać mecz, ostrzegając mnie, że przez najbliższy miesiąc to się będzie powtarzać. Ja miałam iść biegać, ale totalnie straciłam ochotę. Ten sam umysł, który wtedy nie zachował się miło, tym razem przypomniał mi o wizji spaceru. Założyłam szare buty do biegania i szarą bluzę mojego chłopaka. Na tyłku miałam już szare spodnie dresowe. To wszystko brzmi dość nudno, ale każda z części garderoby miała inny odcień szarości, a buty różowe wstawki, więc stwierdziłam, że nie wyglądam jak lump. Tym bardziej, że przeczesałam włosy różową szczotką. Wzięłam klucze i wyszłam. Bez portfela i bez telefonu.

I WTEDY STAŁO SIĘ PIĘKNIE

Przy pierwszych kilkudziesięciu metrach towarzyszył mi lekki niepokój, który odpłynął niezauważenie, gdy totalnie zauroczyłam się pogodą: szare, złowrogie chmury, szum liści smaganych wiatrem i mój ulubiony park, z którego dochodziły dźwięki muzyki granej na żywo. Oczywiście poszłam tam, skąd dochodziła muzyka. Za Jurtą na podeście z palet trwał koncert. Nie znam się na muzyce, ale niektóre utwory kojarzyły mi się ze Skandynawią. Widownię tworzyło kilkanaście osób, jak się okazało z czasem wszyscy się znali. Miedzy drzewami świeciły lampki LED. Zmierzchało. Było idealnie. Dziwne, niepokojące dźwięki. Wiatr poruszał liśćmi na wysokich drzewach i przeganiał czarne chmury. Wydawało się, że wszystko jest zsynchronizowane i cały świat, który chłonę istnieje w rytmie dźwięków. Przypadkowi biegacze przystawali, by posłuchać, niektórzy tańczyli. Wiatr co jakiś czas przywiewał z Jurty zapach kawy, której nie mogłam kupić, bo nie miałam portfela. Dwa małe pieski biegały wesoło wśród zasłuchanych ludzi i tylko raz przystanęły zdziwione, gdy widownia biła brawo. Niektórzy robili zdjęcia telefonami. A ja się wtedy cieszyłam, że mojego nie mam i nie kusi mnie, by zaburzać tę niepowtarzalną chwilę.

Nie wiem, jak długo tam stałam, nie miałam zegarka. Licząc w utworach, myślę, że 6-7 ich wysłuchałam. Dźwięki muzyki odprowadziły mnie pod same drzwi bloku, czasem tylko zakłócane burczeniem brzucha. W domu czekały na mnie miauczące koty.

Po powrocie nie mogłam się powstrzymać, by nie sprawdzić, czego słuchałam. Był to Jan Komorov.

Tym sposobem wymyśliłam nowy cykl na blogu – Być Bez Pośpiechu. Będę dzieliła się w nim uchwyconymi przez zmysły momentami. Nic szczególnego, nic wielkiego czy odkrywczego. Przecież z takich momentów głównie składają się nasze dni. Warto być na nie uważnym. Czasem nie trzeba nic robić i wystarczy być, by żyć.

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi!

  • Świetny pomysł na wpisy! Takie chwile są często najważniejsze! 🙂

  • Aj, jajajajajajjjj… : ) zazdroszczę. Spokoju. Pośpiech to drugie imię każdej mamy!

  • Nie jestem urodzoną sportmenką, ale uwielbiam biegać. Dlaczego? Właśnie dla takich chwil uważności.
    Pozdrawiam! 🙂

  • Iwona Siekierska

    Fajnie jest znaleźć taką chwilę dla siebie i móc poobserwować wszystko, co się dzieje naokoło. Czasami doświadczam takiego spokoju, jadąc autem i stojąc ………..w korkach:) Patrzę wtedy na tych, których spieszy się bardziej, na latających ludzi z teczkami, na staruszków i ich pieski i jest bosko! Cieszę się wtedy, że wyjechałam wcześniej, że uwzględniłam to, że może być korek. P.S. Kupując telefon, warto zainwestować w jego ubezpieczenie. Bateria droga nie jest, ale zbita szybka już tak. Ta opcja zapewnia mi spokój od wielu lat.Polecam 🙂

    • Ooo, w korkach <3 Świetna okazja, bo i tak trzeba stać, nic się nie zrobi, a nerwy jeszcze pogarszają nastrój. Naprawdę super, że tak potrafisz patrzeć na świat, kiedy nie masz wpływu na sytuację.
      Na szczęście telefon był jeszcze na gwarancji, więc szybko mi go naprawili 🙂

  • Dziękuję za ten post. Ma w sobie jakąś niesamowitą moc i otacza go aura melanholii. Piękny po prostu!
    Jadwiga