Dzieci z dziurami w sercu

Maja Sieńkowska - Czerwiec 24, 2015

O człowieku, który stanął na głowie. Po prostu niezwykli #1

Maja Sieńkowska - Czerwiec 24, 2015

Barcelona, randka druga

Maja Sieńkowska - Czerwiec 24, 2015

Zamykam oczy i wydaje mi się, że wciąż jeszcze nie wróciłam z Barcelony. Mój umysł przesiąknął barwami, zapachem i tamtejszym klimatem tak mocno, że nie chce przestawić się na rzeczywistość. Nie chce wrócić do Warszawy. Może ma rację? Ponad dwa miesiące temu we wpisie „Barcelona, moja miłość” przyznałam się do uczucia, jakim darzę to hiszpańskie miasto. Wtedy czekałam na kolejną, drugą podróż, teraz już mam ją za sobą. Trochę bałam się, że przez ten cały rok tęskniłam do pierwszego wrażenia lub wyobrażenia, a po wyjściu z samolotu okaże się, że coś mi się pomyliło. Na szczęście tak nie było. Wyszłam z lotniska, zobaczyłam pierwsze palmy, znowu wsiadałam do autobusu 46, który znowu miał nas zawieźć do Plaça d’Espanya i miałam łzy w oczach. Płaczę tylko z radości i bezsilności, bo te dwa uczucia zazwyczaj tak mnie przepełniają, że muszą się wylać razem ze łzami. Tym razem to była radość. Wypełniła każdą komórkę mojego ciała. Poczucie swobody i wolności sprawiało, że unosiłam się nad ziemią. Podczas jazdy autobusem moja głowa kręciła się we wszystkie strony. Nie chciałam niczego przegapić, nie chciałam stracić nawet sekundy. Przed wyjazdem powiedziałam sobie, że tym razem będę oglądać Barcelonę niespiesznie, przyglądać się detalom, których inni nie zauważają, będę wchodzić w ciemne uliczki, leżeć na barcelońskiej trawie, patrząc jak przesuwają się chmury po barcelońskim niebie. Jeśli chcecie zobaczyć kawałek Barcelony moimi oczami, chodźcie ze mną.

MIEJSCA

Nie napiszę, że trzeba zobaczyć słynny kościół Sagrada Familia, stadion piłkarski Camp Nou czy muzeum Picassa, bo nie ciągnie mnie do takich miejsc. Wolę zwiedzać restauracje, parki i wzgórza, z których widoki zapierają dech w piersiach. Polecam wzgórze Tibidabo, Park Güell czy turystyczną ulicę La Ramblę. Przeczytacie o nich w każdym przewodniku, poradniku i wpisie na blogu, więc ja nie chcę się powtarzać. Natomiast jeśli lubicie poznawać miasto trochę na opak, polecam przede wszystkim:

1. Dzielnicę El Born

Trudno tu wyszczególnić jakieś konkretne miejsce, bo urok El Born tkwi w mnogości knajpek i sklepików. Miałam szczęście mieszkać w tej dzielnicy, więc poznałam ją najlepiej. Sieć uliczek początkowo sprawia, że albo masz wrażenie, że nie wiesz, gdzie jesteś albo że ciągle jesteś w tym samym miejscu. Czasem to nie było tylko wrażenie. Uwielbiam małe sklepiki pełne uroczych przedmiotów, często wychodzące spod rąk rękodzielników. To są w mojej opinii znacznie lepsze pamiątki niż figurki sprzedawane masowo na La Rambli. Niszowe, młode marki, uroczy sprzedawcy, którzy z przekonaniem opowiadają o swojej misji i wizji.

El Born może przyprawić o zawrót głowy osoby głodne, ale mało zdecydowane. Ogrom restauracji, barów i knajpek sprawia, że chce się spróbować wszystkiego i wejść wszędzie, a w rezultacie mija kolejna minuta spacerowania z pustym brzuchem. Wszędzie klimatycznie, wszędzie na swój sposób, ale najlepiej wybrać miejsce ze stolikami na zewnątrz na małych placykach skupiających kilka knajpek. Wtedy najlepiej obserwować codzienność. Dwóch małych chłopców, którzy bez pardonu przyłącza się do zabawy dziewczynki i jej młodszego brata, którą zorganizował dla nich ojciec. Wśród gości popijających cavę, mojito lub sangrię stoi stolik, jakby wyniesiony z domu, przy nim grupka tutejszych mężczyzn gra w pokera. Wśród nich dziewczynka z burzą loków domaga się uwagi. Żony siedzą na ławce i rozmawiają nieśpiesznie, tylko czasem zerkają na dzieci.

2. Park Ciutadella

Z racji bliskiego położenia naszego barcelońskiego mieszkania widywałam go chyba codziennie. Imponujący łuk triumfalny, zieloność i mnóstwo odpoczywających osób. Jedni leniwie przewracają kolejne kartki książki, drudzy patrzą w niebo, a jeszcze inni kręcą hula-hop. Nagle jakaś panna młoda przemyka przed oczami, a za nią pan młody i grupa elegancko ubranych gości. Na głównej ścieżce atrakcja, która w każdym z nas budzi dziecko – wielkie bańki mydlane. Wszyscy się zatrzymują, robią zdjęcia, próbują załapać choć jedną bańkę. Na ziemi stoi pudełeczko na pieniądze. Nie każdy wrzuca. Nagle słychać: „Kurwa, nawet euro im się nie chce wyjąć z kieszeni”. To Polak zapewnia taką atrakcję w Barcelonie, budzi dzieci w dorosłych. Kto by pomyśl? Trochę tylko szkoda, że sam się nie uśmiecha. Chyba nie sprawia mu to frajdy. A może uśmiech wyciągnąłby monety z kieszeni turystów?

Po całym dniu leżenia w cieniu drzew i obserwowaniu życia, idziemy jeść. Jednak w Barcelonie ciągle coś przykuwa uwagę i weryfikuje plany. Za panem z bańkami mydlanymi do występu przygotowuje się piękna dziewczyna z dwoma, długimi chyba do kolan warkoczami. Nie mogę oderwać od niej wzroku, więc czekamy aż zacznie show. A ona tańczy na kole. Sprawdziłam, dokładna nazwa – aerial hoop. Każdy kto przechodzi, musi się zatrzymać. Wzrok przykuwa uśmiech i wdzięczność dziewczyny, jej niewątpliwy talent robi wielkie wrażenie. Na koniec przedstawienia czuję łzy podchodzące mi do oczu, widzę łzy spływające po policzkach widzów. Niesamowite! Wszyscy szukają pudełka, do którego można wrzucić pieniądze. Jakoś tak całkiem inaczej niż przy panu z bańkami mydlanymi.

20150612_184024a

FotorCreateda

3. Turó de la Rovira – Bunkers del Carmel

W Barcelonie jest kilka miejsc, z których można podziwiać panoramę miasta. Ogrom budynków, morze i wysokie punkty charakterystyczne. Piękny widok roztacza się ze wzgórza Tibidabo czy wzgórza Montjuïc. W oba miejsca można wygodnie dojechać kolejką, po drodze oddając się obserwacji krajobrazu. Byliśmy na obu wzgórzach, więc do bunkrów wybraliśmy się, myśląc o nich jako mało znanej ciekawostce. Nie jest to miejsce typowo turystyczne.

20150615_150818a

20150615_145559
Nie ma żadnej kolejki, trzeba wchodzić na górę po schodach, ale widok pewnego rodzaju urwiska z mostem zwiastuje, że będzie ciekawie. Zaczyna padać, grzmi. Z góry zbiega szalony biegacz. Ja ledwie daję radę, sapię jak Lucy po zabawie. W sumie cieszę się, że ten deszcz nas chłodzi. Pokonaliśmy schody i przechodzimy koło jednej wielkiej budowy drogi. Wokół małe, białe domki. Z jednego słychać chyba hiszpański hip-hop. Wchodzimy jeszcze wyżej. Są bunkry. Kilka osób, mówią po francusku. Może we francuskich przewodnikach wspominają o tym miejscu. Odwracam się i nie wierzę własnym oczom. To najcudowniejszy widok miasta, jaki w życiu widziałam. Widać wszystkie charakterystyczne punkty Barcelony, widać morze. Wszystko jest niesamowicie blisko. Nie możemy się napatrzeć. Deszcz bardzo pasuje do tej chwili. Trudno zdecydować się zejść z powrotem na dół. Ulewa nas przegania. Schodzimy drugą stroną przez most. Z wrażenie niewiele do siebie mówimy.

20150615_151144

20150615_151115

20150615_152809

20150615_153947

20150615_153637

4. Sitges

To już nie jest Barcelona, ale pobliska miejscowość z plażą. Jedziemy pociągiem z uroczej stacji Barcelona Estació de França. Idziemy za tłumem przez wąskie uliczki pełne sklepów z cudownymi przedmiotami. Mimo że jest niedziela, wszystko jest czynne w oczekiwaniu na turystów. Średniej wielkości plaża jest zaludniona. Nie ma się co dziwić, w końcu jest niedziela. Znajdujemy miejsce dla siebie. Zastanawiam się, czy im dalej od dużego miasta, tym więcej kobiet opala się bez góry od bikini. Bo na Barcelonecie było ich mniej. Ale Sitges znane jest jako miejsce turystyki gejowskiej, więc pewnie jest też bardzo otwarte i tolerancyjne. Po dwóch godzinach plażowania idziemy obejrzeć okolicę. Spotykamy bezpańskie, ale nieźle dokarmione koty. Nasycamy wzrok spokojnym widokiem. Warto wyjechać poza miasto, zobaczyć mniejsze miasteczka.

20150614_174251

20150614_173456

JEDZENIE I ŻYCIE NOCNE

Jednym z najmilszych sposobów poznawania miejsc jest dla mnie jedzenie. Uwielbiam wyszukiwać klimatyczne knajpki, które coś wyróżnia na tle innych. Uwielbiam się zachwycać smakami i dzielić adresami. Dlatego, kiedy podczas naszego pobytu spotkaliśmy się z moją siostrą, która też była w Barcelonie na urlopie i zaczęliśmy z wielkim entuzjazmem opowiadać, gdzie warto pójść, co zjeść i wypić, zapytała: Czy wy tu przyjechaliście się najeść? Niestety, nie mogliśmy zaprzeczyć. Na szczęście podzielamy oboje upodobanie do poznawania przez jedzenie.

1. KIOSKO BURGER

To pierwsze miejsce jedzeniowe, które odwiedzamy w Barcelonie. Jest godzina 23:00, jesteśmy potwornie głodni, a Kiosko wygląda bardzo zachęcająco. Miła pani wyjaśnia nam, że zamówienie składa się z szablonem, na którym zaznaczasz wszystkie składniki i inne informacje dotyczące zamówienia. Z tym podchodzisz do kasy do kolejnej miłej pani, która sprawdza, czy chciałeś na pewno to, co zaznaczyłeś. Wystrój jest trochę hipsterski, trochę eko, ale nie ma nadęcia, jest sympatyczna atmosfera, a na środku długi wspólny stół. Burgery bardzo smaczne. Wegetariański też.

2. VICINO – PIZZA BAR

Czy pizza w Hiszpanii może być włoska? Tak, jeśli zjesz ją w pasażu knajp blisko plaży, w Vicino. To była jedna z lepszych pizz, jakie jadłam. Cienkie ciasto, świeże składniki. Podawana na drewnianej desce. Przepyszna! Pizza, nie deska. Bambola i Contadina rządzą.

3. LA ESQUINICA

Ten lokal (tak jak dwa poniżej) poleciła nam Hania, nasza koleżanka. Sami nigdy byśmy tam nie dotarli, bo to daleko od okolic, w które się zapuszczaliśmy. Ale było warto! Przepyszne tapas, tradycyjny wystrój, bardzo miła obsługa, a ceny niewygórowane. Trochę zaszaleliśmy z zamówieniem, ledwie nam się wszystko zmieściło do brzuszków, ale grzech było nie zjeść. Do tego, też polecone przez Hanią, wino Turbio. Raj na ziemi. (Chyba zaraz się popłaczę z tęsknoty.)

20150611_165553

4. SMS DELICIES

Do Sms Delicies poszliśmy prosto z bunkrów. Trochę się naszukaliśmy tego miejsca bez mapy, ale było warto. Dostaliśmy wskazówkę, by zamówić patatas bravas. Zdziwiłam się, gdy kelner przyniósł tylko 6 ziemniaczków polanych sosem. Spróbowałam. Dawno nie jadłam nic tak pysznego, szczególnie ziemniaków. Ja ogólnie lubię patatas bravas, ale to było mistrzostwo świata! Czuję ten smak nawet teraz.

5. EL BOSC DE LES FADES

To miejsce polecam bardziej dla klimatu, bo nic tu nie jadłam. Wypiliśmy tylko sangrię, wypędziła nas klimatyzacji ustawiona na tryb Grenlandii. Lokal jest stylizowany na las wróżek. Popijasz drinka w lesie, słuchać szum strumyka. W drzewach nad głowami świecą się małe lampeczki. Przy wejściu na suficie wróżki i światełka, gablota z motylami. Cudownie klimatyczne miejsce, zaraz przy Muzeum Figur Woskowych, trzeba skręcić na lewo z La Rambli.

FotorCreatedv

6. UPIAYWASI

Śmieszna sprawa z tym miejscem. Raz trafiliśmy tam przypadkiem. To była już późna noc, a my chcieliśmy napić się drinka. Innej nocy też szukaliśmy jakiegoś fajnego baru. Weszliśmy tam, gdzie jeszcze nie zamykali. Po 15 minutach zorientowaliśmy się, że byliśmy tu dwa dni wcześniej. Sam lokal to może nic specjalnego, ale drinki mają dobre i bardzo mocne. Jeśli ktoś lubi oszczędzać, to będzie w sam raz. Nigdy w życiu nie piłam tak mocnych i ekonomicznych drinków. Niestety, za każdym razem kuchnię mieli już zamkniętą, więc na temat tapas nie mam nic do powiedzenia.

Zgłodniałam okrutnie podczas pisania tej części jedzeniowej. Wróciłam do rzeczywistości, więc na kolację czeka mnie sałatka. Choć muszę przyznać, że trochę brakowało mi w Barcelonie miejsc z dobrymi, pożywnymi sałatkami czy zdrowym jedzeniem. Jeśli coś znacie, to podrzućcie namiary w komentarzach.

Tak jak napisałam na początku, nie wspominam o kultowych, turystycznych miejscach celowo, ponieważ wszędzie można znaleźć o nich informacje. A Barcelona ma do zaoferowania znacznie więcej. Polecam wybrać się na jej poznawanie, gdzie oczy poniosą, może tylko z lekko zarysowanym planem i mapą metra.

Po cichu liczę na to, że kiedyś nadejdzie taki czas, że będę pisać tego bloga właśnie z Barcelony. Byłoby pięknie!

Wszystkie zdjęcia robię niestety telefonem, nie ajfonem. Po więcej ujęć zapraszam na mój instagram – @prosto_z_mostu.

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi!

  • Przyznaję szczerzę, że doskonale ujęłaś słowami Barcelonę. Dawno nie czytałam relacji, która bardzo by mi się spodobała. Swoją drogą to uwielbiam Kiosko Burger 🙂

  • Kabi

    Upiywasi – jaka urocza, pewnie zupełnie przypadkowa polska gra słów <3

    • Też o tym pomyślałam, gdy pod wpływem alkoholu robiłam zdjęcie nazwy, żeby nie zapomnieć. 🙂

  • Sitges<3 Przypomniałaś mi coś fajnego:)

  • Paula Bielak

    Ja za dwa miesiące lecę i narobiłaś mi mega smaka na to miasto!

  • pięknie opisałaś Barcelonę 🙂 trzymam kciuki, żeby Wasze marzenie kiedyś się spełniło 😉 Bcn pozdrawia!